
Odszedł człowiek, który był kawałkiem / kamieniem milowym współczesnej muzyki, ikona popkultury, człowiek, kórego wyniesliśmy na piedestal i z którego robiliśmy sobie potem jaja ku uciesze gawiedzi.
Ku zastanowieniu się nad "ludzkością" i jej ikonami, oraz stadnymi zachowaniami a popkulturą polecam odcinek South Parku z 12 sezonu - Britney's New Look (Nowy wygląd Britney?? Naprawdę nie kojarze polskich tłumaczeń)
Kończy się pewna epoka wraz z nim... Nie wiem czy dla Was, którzy czytacie, jego postać coś znaczy... ale ja będąca dzieckiem lat 80-tych wychowywałam się na jego muzyce... Nadal gdzieś pobrzmiewały te utwory na szkolnych dyskotekach...
Mój facet ma dziś urodziny... Właśnie rozmawiamy o tym jak starzejemy się... na naszych oczach odchodzi cała masa ważnych ludzi, którzy byli z nami od zawsze, cała masa ikon, tych kórzy trwali, wydawali się zrośnięci z krajobrazem, którzy wydawali się, że nigdy nie odejdą... Bo taka jest prawda, że nie odejdą... Pamięć o nich będzie trwać... A my się będziemy dalej starzeć...
Michael byl jedną z takich osób, punktem stałym na firmanencie gwiazd, czymś tak stałym i kojarzonym z tym samym czasem dla ludzi "naszej" epoki jak Madonna, U2, Sting, czasy świetności MTV... MTV czasy świetności ma już za sobą, Stng coraz bardziej jazzuje dla czterdziestoparolatków, Bono ma się za wyrocznie, "zrobiona" w photoshopie Madonna coraz bardziej smieszy swą "pogonią" za wieczną młodością, a Michael właśnie odchodzi...
coś się kończy...
Takiego Cię zapamietamy, bez Ciebie muzyka nie byłaby taka sama...
Jeśli jeszcze nie widzieliście - lekcja obowiązkowa -
"Thriller"
oraz moja ulubiona "Give it to me" z solówką Slasha ("ikonki" przełomu 80/90)
[*] [*] [*]


Żal. Wielki żal i smutek.
OdpowiedzUsuń[*]